Nie powiem, żebym była gotowa do Świąt. Ten cały przedświąteczny szał w zabawkach zatrząsł naszym spokojem. Niemal przenieśliśmy się z życiem do magazynu... Ale na szczęście (!) sprzedaż już siadła i można zacząć myśleć o pozostałych ważnych i ważniejszych sprawach.
Jedną z tych mniej ważnych, ale jakże smacznych, są ciasteczka orzechowe. Pieczemy je zawsze na Święta. Są proste i raczej pyszne. A gdy ich zapach czuje się jeszcze przed wejściem do mieszkania, zawsze czuję się jak prawdziwa, spełniona gospodyni :)
Dziś spakowałam puszeczkę ciastek dla ulubionego Pana Doktora, który przeprowadził mnie w tym roku przez planowany od dawna zabieg a dziewczynki przez niejedno choróbsko.
I jest jednym z milszych ludzi, jakich znam. Zaniosłam, było miło :)
No dobrze, tag troszkę na szybko zrobiony, ale chyba pasował :)

A ciasteczka robimy tak...
Na jedną proporcję potrzeba:
300g mąki
200g masła
100g cukru (może być puder, są wtedy gładsze)
1 żółtko jajka ugotowanego na twardo
200g orzechów włoskich - zmielonych, lub raczej drobno skruszonych np w malakserze (wiem, to dużo, ale my lubimy, gdy cisteczka są baaaaaardzo orzechowe. Mniejsza ilość też na pewno będzie ok).
i na koniec cukier puder do oprószenia
Mąkę przesiewam, zimne masło siekam nożem, dodaję cukier, żółtko przetarte przez sitko i orzechy. Sprawnie, lecz cierpliwie zagniatam. Gotowe zawijam w folię spożywczą i schładzam w lodówce (najlepiej całą noc, min. 2 godziny). Jeśli robię ciasto z kilku proporcji - dzielę je na mniejsze porcje. Ciasto dobrze się też mrozi, więc można śmiało przygotować je np. tydzień przed pieczeniem.
Gdy przyjdzie chęć, wyjmuję ciasto z lodówki, wałkuję i, częściowo za pomocą dziewczyn, wykrawam ciasteczka. Piekę jakieś 7 min, w temperaturze 180 stopni. Uważam, by nie przypiec ich za bardzo, bo ciemnieją jeszcze po wyjęciu z piekarnika. Gdy są jeszcze ciepłe, oprószam cukrem pudrem i chowam przed Marcinem.
Smacznego!



















