




No dobrze, tag troszkę na szybko zrobiony, ale chyba pasował :)

A ciasteczka robimy tak...
Na jedną proporcję potrzeba:
300g mąki
200g masła
100g cukru (może być puder, są wtedy gładsze)
1 żółtko jajka ugotowanego na twardo
200g orzechów włoskich - zmielonych, lub raczej drobno skruszonych np w malakserze (wiem, to dużo, ale my lubimy, gdy cisteczka są baaaaaardzo orzechowe. Mniejsza ilość też na pewno będzie ok).
i na koniec cukier puder do oprószenia
Mąkę przesiewam, zimne masło siekam nożem, dodaję cukier, żółtko przetarte przez sitko i orzechy. Sprawnie, lecz cierpliwie zagniatam. Gotowe zawijam w folię spożywczą i schładzam w lodówce (najlepiej całą noc, min. 2 godziny). Jeśli robię ciasto z kilku proporcji - dzielę je na mniejsze porcje. Ciasto dobrze się też mrozi, więc można śmiało przygotować je np. tydzień przed pieczeniem.
Gdy przyjdzie chęć, wyjmuję ciasto z lodówki, wałkuję i, częściowo za pomocą dziewczyn, wykrawam ciasteczka. Piekę jakieś 7 min, w temperaturze 180 stopni. Uważam, by nie przypiec ich za bardzo, bo ciemnieją jeszcze po wyjęciu z piekarnika. Gdy są jeszcze ciepłe, oprószam cukrem pudrem i chowam przed Marcinem.
Smacznego!
Zresztą nie mniej gimnastykowałam się przy fryzurze...
Rączki panienka ma na nici nylonowej, więc może nimi swobodnie majtać.

No właśnie, byłabym zapomniała. Rose dostała jeszcze gołąbka.
A gołąbek wcale duży nie jest - tu siedzi w mojej ślubnej obrączce.
A książka? Robi miłe wrażenie. Spodziewałam się broszurki, a tu twarde okładki, ponad 150 stron... fiu fiu.
Co do merytorycznej wartości, to nieco trudno mi oceniać, bo po hiszpańsku rozumiem niewiele ponad bonita chica oraz fieltro. Projekty są różnorodne i ciekawe, choć nie wszystkie w moim guście. Ale i tak jest mi miło jak jasny piorun a zakładkę mam na stronie 136 :)











®
Zapraszam do cytowania treści bloga (w tym zdjęć), jednak z podaniem źródła.
Zdjęcia i teksty stanowią moją własność, jakby nie patrzeć, intelektualną.
Pozdrawiam i zapraszam znowu! ola